Blog > Komentarze do wpisu
Ann Reid "Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy 988-2015"

Po przeczytaniu zbioru reportaży Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz „Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje” rzuciłam się na inną książkę o Ukrainie, która od dawna leżała sobie na mojej wirtualnej półce książek oczekujących na przeczytanie. Chodzi o „Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy 988-2015” (Wydawnictwo Literackie 2016; przełożył Wojciech Tyszka) napisaną przez brytyjską dziennikarkę i historyczkę Ann Reid. Pretekstem było szukanie odpowiedzi na pytanie, czy Ukraina to rzeczywiście kraj, w którym trudno żyć, bo rządzą nim przemoc i bezprawie. Właśnie taki obraz naszego wschodniego sąsiada wyłaniał się z mojej poprzedniej lektury. W gruncie rzeczy wiedziałam, że pełnej odpowiedzi nie dostanę, bo „Pogranicze” to połączenie współczesnego reportażu z książką historyczną. Dlatego między innymi kilka miesięcy temu je kupiłam, bo, wstyd się przyznać, ale o historii Ukrainy wiedziałam tyle, co nic.

Książka Ann Reid składa się z dwóch części. Pierwszej, znacznie dłuższej, która powstała w połowie lat dziewięćdziesiątych zeszłego wieku, kiedy Ukraina odzyskała niepodległość. Autorka podróżując przez historię kraju, szuka jednocześnie odpowiedzi na pytanie, jaka będzie jego przyszłość. Jak sama pisze w przedmowie do polskiego wydania, niektóre jej prognozy nie sprawdziły się, inne okazały się trafione. Mam wrażenie, że w przyszłość patrzyła bardziej optymistycznie, chociaż dostrzegała problemy związane z Krymem, Donbasem, widziała, jak politycy marnują kolejne szanse. Najbardziej chwaliła mądrą politykę narodowościową, dzięki której łagodzono napięcia pomiędzy Ukraińcami a mieszkającymi na Ukrainie Rosjanami.

Druga część "Pogranicza" powstała specjalnie na potrzeby wydania polskiego. Trudno przecież było opublikowaną w roku 2016 książkę zakończyć w połowie lat dziewięćdziesiątych. Od tamtej pory minęła cała epoka. Epoka rozczarowań, nadziei, dwóch rewolucji, epoka zakończona wojną domową. Ta część to już nie historia, a rzetelna opowieść o Pomarańczowej Rewolucji, Majdanie, utracie Krymu i wojnie w Donbasie. Kończy ją rozdział, w którym Ann Reid powtórnie stawia pytania  o przyszłość Ukrainy. Pisze, jak wiele zależy od Putina i Europy. Czy Unia zechce zrozumieć, że silna Ukraina jest naszemu kontynentowi potrzebna i dlatego trzeba ją wesprzeć? Żeby tak się stało, nie można patrzeć na ten kraj oczyma rosyjskich ekspertów, a dziś często tak się dzieje. Jednak najwięcej zależy od samych Ukraińców. Jeśli i tym razem z reform nic nie wyjdzie, kraj pogrąży się w marazmie albo w odmętach kolejnej rewolucji. Taką diagnozą kończy swoją książkę Ann Reid.

Równie ciekawa jest część pierwsza, do której teraz wrócę. To podróż przez historię Ukrainy. Podróż w sensie dosłownym. Autorka wędruje od miasta do miasta, a każde z nich jest pretekstem do przyjrzenia się kolejnej epoce z dziejów terenów, na których dziś znajduje się Ukraina. Napisałam to w sposób nieco zawikłany, ale inaczej się nie da. Bo stwierdzenie, że to kolejne etapy w dziejach Ukrainy byłoby po prostu nieprawdziwe. Fenomen tego kraju polega bowiem na tym, że właściwie go nie było. Jeśli się pojawiał, to dosłownie na chwilę, a pomiędzy krótkimi okresami państwowego bytu nie było żadnej ciągłości. Ukraińcy odwołują się do Rusi Kijowskiej, którą uważają za kolebkę swojej państwowości. Nie zgadzają się z tym oczywiście Rosjanie. Pytanie, kto jest spadkobiercą Rusi Kijowskiej, wśród historyków pozostaje otwarte. Tak czy inaczej Ukraina zawsze była czyjaś - polska, rosyjska, kozacka, habsburska, Krym, matecznik Tatarów Krymskich, związany był z Imperium Osmańskim. Inny był wschód, inny zachód, jeszcze inne południe. Historia tych ziem zmieniała się jak w kalejdoskopie. Do czego wobec tego może odwoływać się współczesna Ukraina, skoro ukraińska świadomość narodowa zaczęła się odradzać dopiero w XIX wieku? Do Rusi Kijowskiej? Spuścizny po Kozakach? Krótkiego okresu niepodległości w roku 1918? Bardzo to wszystko ciekawe. Wędrując po miastach, autorka przygląda się przeszłości, ale opisuje także dzień dzisiejszy.

Po książkę warto także sięgnąć z jeszcze jednego powodu. Ponieważ nasza historia splata się z historią Ukrainy, mamy okazję przyjrzeć się polskiej przeszłości obcymi oczami. Inne rozłożenie akcentów jest bardzo pouczające i ciekawe.



 

niedziela, 28 maja 2017, czytamogladam

Polecane wpisy