Blog > Komentarze do wpisu
Paweł Smoleński "Wieje szarkija. Beduini z pustyni Negew"

Wyszła już kolejna książka Pawła Smoleńskiego, tym razem o akcji Wisła, a ja dopiero teraz przeczytałam poprzednią. Za każdym razem, kiedy przeglądam swój czytnik, kiedy patrzę na swoją półkę książek czekających na przeczytanie, a wszystko po to, aby wybrać kolejną lekturę, ogarnia mnie panika. Tyle jest tam książek! A stale dochodzą nowe! Kiedy to przeczytam? A przecież mieszczę się w tych kilku procentach czytających najwięcej. Ale do rzeczy. Smoleński jest specjalistą od dwóch spraw - Ukrainy, relacji polsko-ukraińskich, i Bliskiego Wschodu, ale szczególnie zajmuje się Izraelem. Wydał na ten temat kilka reportaży, niemal wszystkie przeczytałam. W 2016 roku w wydawnictwie Czarne wyszedł kolejny - "Wieje szarkija. Beduini z pustyni Negew".

Tym razem Smoleński zajął się tematem mało w Polsce znanym - Beduinami z pustyni Negew, czyli mówiąc wprost tymi, którzy mieszkają w Izraelu. Dużo wiemy na temat stosunków izraelsko-arabskich, a szczególnie do izraelsko-palestyńskich, wiele mówi się i pisze na temat Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu. Ja sama mam za sobą kilka, a może i kilkanaście lektur na ten temat, śledzę też problem na bieżąco w prasie, a przede wszystkim w radiu, tymczasem o Beduinach nie wiedziałam nic. Żałuję, że książka ukazała się dopiero teraz, bo gdybym miała możliwość poznać ją wcześniej, zupełnie inaczej patrzyłabym na beduińskie obozowiska, a właściwie wioski sklecone z byle czego, za to z antenami satelitarnymi, jakie widziałam z okien busa, kiedy kilka lat temu podróżowałam po Izraelu. Pasażerom pokazywał je arabski kierowca jako dziwowisko? atrakcję?. No bo ten kontrast - namioty, budy i anteny telewizji satelitarnej! Przyznam ze wstydem, że trochę tak to wtedy potraktowałam, jako egzotyczną ciekawostkę. Widziałam też Beduinki wysiadające z autobusu, którym podróżowałam, gdzieś na pustyni Negew, pośrodku niczego. Jechały z Beer Szewy do swojej wioski. Dziś wiem, że pewnie czekało je kilka kilometrów marszu. Dziś rozumiem, że arabski kierowca miał do Beduinów, przecież swoich arabskich braci, stosunek pogardliwy.

Bo Beduini nie mają dobrej prasy ani wśród Żydów, ani wśród Arabów. Można powiedzieć, że w Izraelu są traktowani najgorzej. Panuje powszechny stereotyp, że to złodzieje samochodów i przemytnicy. Jest ich około ćwierć miliona, ich naturalnym środowiskiem była od zawsze pustynia Negew, gdzie mieli swoje wioski. Po pustyni wędrowali, bo Beduini to lud koczowniczy, nomadzi. Dlatego chętnie porównuje się ich los do losu Romów, ale, jak twierdzi autor reportażu, to duże uproszczenie. Ich nieszczęście zaczęło się wraz z odzyskaniem niepodległości przez Izrael. I dla nich, podobnie jak dla Palestyńczyków, to Nakba, czyli Katastrofa. Dlaczego? Bo kilka lat później zaczęła się polityka osiedlania Beduinów, wyrzucania z ziemi na pustyni będącej ich własnością. Przecież nie mieli żadnych papierów na dowód, że są jej właścicielami. Wszystkie interesy, także zakup ziemi, pieczętowało się danym słowem i uściskiem dłoni. Honorowali to także Anglicy w czasach, gdy Palestyna była pod brytyjskim mandatem. Smoleński daje zgrabny, bo zwięzły, ale ciekawy, wykład o historii Beduinów, ich obyczajach, tradycji, ale przede wszystkim pokazuje ich los współczesny. Jego przewodnikami po tym świecie są sami Beduini, najczęściej wykształceni, działacze organizacji pozarządowych, świadomi krzywd, ale i zaniechań po swojej stronie.

Krzywdy? Zabieranie pustyni. Władze Izraela w swoich śmiałych planach zagospodarowania Negewu zupełnie nie liczą się z jej pierwotnymi mieszkańcami, Beduinami. Stąd polityka wysiedlania i osiedlania w specjalnie dla nich budowanych miastach zwanych townshipami. Miastach, które nie przypominają miast. Rozrastają się w sposób niekontrolowany, chaotycznie, byle jak, bo Beduinów przybywa, mają nawet i po kilkanaścioro dzieci. Ciasnota, bezrobocie, przestępczość, zła edukacja, brak publicznego transportu. Jak Beduin ma żyć w mieście, skoro jest wolnym duchem pustyni? Niektórzy mieszkają jeszcze w swoim naturalnym środowisku, czyli w wioskach na Negewie. Ale te wsie nie przypominają już tych sprzed lat. Nawet jeśli wioska jest legalna, bo są i nielegalne, izraelskie władze ściśle limitują pozwolenia na stawianie nowych namiotów. Dlatego i te osady mierzą się z podobnymi problemami jak townshipy, do tego dochodzi brak jakiejkolwiek infrastruktury, problem choćby z dotarciem do lekarza - wezwana karetka nie dojedzie do wioski, bo nie prowadzi do niej żadna droga, tylko będzie czekać przy szosie przecinającej Negew. Wielu mieszkańców takich wiosek żyje w wiecznym strachu przed zniszczeniem ich domu. Jeśli powstał bez pozwolenia albo stoi w nielegalnej wiosce, w każdej chwili może czekać go taki los. Do złudzenia przypomina to politykę stosowaną wobec Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu.

A zaniechania, na które wskazują rozmówcy Smoleńskiego, którzy z jednej strony czują się Beduinami, z drugiej nie chcą żyć jak ich ojcowie? Jest ich kilka. Patriarchalne stosunki, niezauważanie, że świat się zmienia, życie w klanach, ukrywanie przewin, przestępstw, poligamia, która zaczęła się w latach siedemdziesiątych zeszłego wieku, a którą toleruje Izrael. O wszystkim decydują mężczyźni, najpierw najstarsi, ojcowie, wujowie, ale także bracia i kuzyni. Żeby żyć po swojemu, trzeba albo przekonać starszyznę klanu do swoich planów, albo mieć tyle hartu ducha, aby się sprzeciwić. Najgorszy jednak jest los kobiet. Jeśli Beduinka nie wyjdzie za mąż, a nie ma siły lub chęci walczyć o siebie, staje się więźniem w swoim rodzinnym namiocie. Dlatego takie kobiety godzą się być drugimi albo i trzecimi żonami, bo przynajmniej zyskują trochę wolności. Temu problemowi poświęca Smoleński bardzo dużo miejsca. Rozmawia z Beduinkami świetnie wykształconymi, samodzielnymi, pracującymi, działaczkami organizacji feministycznych, które pomagają skrzywdzonym. Wbrew pozorom w reportażu jest trochę światła. Nadzieję dają ci wszyscy Beduini i Beduinki, którzy kształcą się, często na najlepszych uniwersytetach, osiągają zawodowy sukces, dbają o rozwój beduińskiego szkolnictwa.

"Wieje szarkija" to obowiązkowa lektura dla ciekawych świata i tych wszystkich, którzy interesują się Izraelem.

środa, 18 lipca 2018, czytamogladam

Polecane wpisy