Blog > Komentarze do wpisu
Amanda Michalopoulou "Dlaczego zabiłam moją najlepszą przyjaciółkę"

Już od dawna miałam ochotę sięgnąć po jedną z greckich książek wydawanych przez Książkowe Klimaty. Po pierwsze, bo dzięki  książkom Roberta D. Kaplana i Dionisiosa Sturisa ("Gorzkie pomarańcze" i "Nowe życie") poznałam trochę tragiczną historię Grecji, a po drugie to literatura w Polsce egzotyczna. Pewności nie mam, no bo jak sprawdzić, ale wydaje mi się, że to właśnie Książkowym Klimatom zawdzięczamy fakt, iż literatura grecka zaistniała w naszym kraju. No ale jakoś się nie składało, nie natrafiłam nigdy na rekomendację czy recenzję żadnej z greckich książek, co nie znaczy, że ich nie było. Aż tu nagle okazuje się, że Amanda Michalopoulou, której powieść "Dlaczego zabiłam moją najlepszą przyjaciółkę" ukazała się w Książkowych Klimatach (2016; przełożyła Alicja Kotecka), będzie gościem tegorocznego Festiwalu Conrada. Lepszej rekomendacji być nie mogło, na ten festiwal nie zaprasza się pierwszych lepszych. Nie było na co czekać, no może tylko na sprzyjającą cenę, która szczęśliwie pojawiła się dość szybko, należało skorzystać z okazji i przeczytać jedyną wydaną w Polsce powieść greckiej pisarki. Właśnie skończyłam, połknęłam ją jednym tchem. (Notkę pisałam w sierpniu. Festiwal właśnie się skończył. Spotkanie było niestety średnio ciekawe, bo prowadząca zadawała mocno wydumane pytania. Bez porównania lepsza jest rozmowa w radiu TOK FM prowadzona przez Karolinę Głowacką.)

Lubię takie książki, bo lubię takie bohaterki. Bezkompromisowe, idealistki oddające się jakiejś sprawie, poplątane, zagubione, szukające swojej drogi. Może dlatego, że sama chciałabym taka być, a nie potrafię, bo zbyt cenię sobie moje wygodne życie, no i pochłania mnie czytanie. (Przyznajmy, namiętne czytanie bywa zgubne, bo nie zostawia czasu już na nic innego poza pracą.) A bohaterki są dwie - Maria (narratorka) i Anna, jej przyjaciółka. Poznają się w dzieciństwie w latach siedemdziesiątych w szkole podstawowej. Obie właśnie wróciły do Grecji. Maria spędziła dzieciństwo w Afryce, w Nigerii, gdzie jej ojciec pracował w przemyśle naftowym. Nie umie pogodzić się z wyjazdem, tęskni za Afryką, za eleganckim, wielkim domem, za służącą Gwendolyn. Nie lubi ciasnego ateńskiego mieszkania, w którym słychać szum samochodów dochodzący z ruchliwej ulicy, nie lubi szkoły, w której wszyscy się z niej śmieją, bo nie potrafi się odnaleźć i popełnia gafę za gafą. Tam była kimś, tu jest nikim. Czuje się samotna i nieszczęśliwa, może tylko towarzystwo ciotki Amalii stanowi dla niej jakąś pociechę. Nawet u matki nie znajduje wsparcia, bo i ona jest nieszczęśliwa w nowej sytuacji. W Afryce była białą panią, tu nic nie znaczy. Aż pojawia się Anna, ona również jest nowa. Dotąd mieszkała w Paryżu, jej ojciec to znany  filozof o lewicowych poglądach, matka zajmuje się baletem. Wyjechali pewnie z przyczyn politycznych w czasie rządów czarnych pułkowników. Teraz, kiedy sytuacja się zmieniła, Anna wróciła z matką, ojciec został we Francji. Anna to przeciwieństwo Marii - pewna siebie, narzuca wszystkim swoją wolę i swoje poglądy, pożądana przez dzieci. Każdy zabiega o jej towarzystwo. Tak będzie już zawsze. I staje się cud - Anna wybiera Marię. Odtąd zostają przyjaciółkami.

Piszę tyle o początkach ich przyjaźni, bo tamte zdarzenia wywrą ogromny wpływ na życie Marii, zdeterminują jej drogę. Anna, silna, kapryśna osobowość, kształtuje swoją przyjaciółkę. Narzuca sposób myślenia, postępowania, ubierania. Otwiera jej świat na sprawy, o których wcześniej nie miała pojęcia, bo wywodzi się z zupełnie innego środowiska. Anna jest córką ludzi o lewicowych poglądach, pod silnym wpływem ojca, i sama, początkowo nieświadomie, bez większego zrozumienia, je powiela. Rodzice Marii stoją na przeciwnym biegunie, są beneficjentami poprzedniego systemu. Maria przejmie poglądy przyjaciółki, początkowo też niewiele z nich rozumiejąc. Ale o ile Anna zawsze pozostanie kapryśna, będzie zmieniała pole swoich zainteresowań trochę pod wpływem kolejnych miłości, chociaż na długo zwiąże się z lewicą, o tyle Maria zatrzyma się i będzie bardziej stała w swoich działaniach i poglądach. Na zawsze pozostanie outsiderką, na marginesie mieszczańskiego społeczeństwa, będzie walczyć o prawa pokrzywdzonych, biednych, nieuprzywilejowanych. Kiedy przyjaciółki, które rozstały się pod wpływem pewnego traumatycznego zdarzenia, spotkają się  nieoczekiwanie jako dorosłe kobiety, ich życie będzie diametralnie różne. Marii nadal nieustabilizowane, uczuciowo i materialnie, ale za to oddane sprawie, za to Anna będzie żoną bogatego greckiego architekta. Przyjaciółka zarzuci jej zdradę ideałów, ona i jej mąż będą się bronić w sposób, który wyda się jej bałamutny i pokrętny.

Przyjaźń obu bohaterek nie jest łatwa. Anna zawsze skupia na sobie uwagę, zagarnia wszystkich, podporządkowuje. Maria poznaje dzięki niej mężczyzn, ale często też ich traci, bo zakochują się w jej przyjaciółce albo pozostają pod jej urokiem. Czuje się też kilkakrotnie zdradzona przez Annę i jej rodzinę, co staje się przyczyną jej życiowych kryzysów. A że dręczą ją dwa traumatyczne wydarzenia - jedno z dzieciństwa, drugie, o którym już wspominałam - pogrąża się w marazmie i walczy z demonami przeszłości. Ale to ostatecznie Anna pomoże jej zamknąć dawne sprawy.

Książkę czyta się świetnie, dzięki konstrukcji. Losy obu bohaterek poznajemy naprzemiennie - rozdziały opowiadające o współczesnych losach przyjaciółek (o ile dobrze obliczyłam rok mniej więcej dwutysięczny) przeplatają się z tymi, które opowiadają o przeszłości. Stopniowo poznajemy tajemnicę Marii. Autorka umiejętnie rzuca tropy, na które początkowo nie zwracałam żadnej uwagi. Dopiero potem, po złożeniu puzzli, wszystko staje się jasne. Jest i druga zagadka, o której już dwukrotnie wspominałam - co traumatycznego przydarzyło się Annie i Marii. Pojawia się w pewnym momencie w formie zapowiedzi i oczywiście od tego momentu czytelnik umiera z ciekawości.

Powieść Amandy Michalopoulou łączy w sobie cechy literatury popularnej i ambitnej. Dopuszczam myśl, że mniej wytrwałego czytelnika może czasem znudzić czy zniecierpliwić. Potoczysty styl, umiejętnie dawkowane napięcie, a jednocześnie ważne pytania. Co nas kształtuje? Jak pozostać sobą? Albo jak stać się sobą? Co jest zdradą? Ile można wybaczyć? Czym jest przyjaźń? No a w tle polityka. Grekom rozszyfrowanie tego tła nie sprawi problemów, polski czytelnik musi pogrzebać, aby wiedzieć, jaką rocznicę czczą akurat manifestujący na ulicach albo przeciwko czemu demonstrują. I tu ostatnia uwaga. Może przydałyby się przypisy dotyczące ważniejszych wydarzeń politycznych, o których mowa w  powieści. Z tym łączy się łyżka dziegciu, którą muszę dodać do tej laurki. Przyjemność lektury psują błędy językowe, a nie jest ich niestety mało. W pewnym momencie zaczęłam je nawet notować. Oto przykłady dają mi do odczucia zamiast dają mi odczuć, pozostało mi z dziecięcej upartości zamiast z uporu, siedzimy na niewygodnych szpitalnych ławkach w wąskim korytarzu z brutalnym oświetleniem sklepu mięsnego, no chyba jednak powinno być jak w sklepie mięsnym. A takich kwiatków jest więcej, łącznie z błędami ortograficznymi, które pewnie wzięłabym za literówki, ale w tej sytuacji nie wiem, czy to rzeczywiście tylko zwykłe przeoczenie. Szkoda. Przykro, kiedy takie dobre wydawnictwo wydaje książkę tak niechlujnie.

środa, 31 października 2018, czytamogladam

Polecane wpisy