Kategorie: Wszystkie | Film | Literatura | Na marginesie
RSS
niedziela, 07 marca 2010
Wojna jako pułapka, czyli "Liban" Samuela Maoza.
Kolejny po "Głodzie" film, na którym momentami muszę zamykać oczy, bo dawka okrucieństwa sięga ponad próg mojej wytrzymałości. I kolejny oparty na faktach, chociaż tym razem nie jeden do jednego. "Liban" to opowieść o pierwszej wojnie izraelsko-libańskiej (rok 1982). Reżyser brał w niej udział jako czołgista. I tak jest w tym filmie: wojnę oglądamy z wnętrza gorącego, dusznego, brudnego (łagodnie powiedziane) czołgu. Świat zewnętrzny widzimy tak jak zamknięci w tym pudle żołnierze: przez wizjer. Na pewno nie jest to rzecz dla każdego. Ale jeśli kogoś nie przeraża to, co napisałam, niech koniecznie zobaczy.
czwartek, 04 marca 2010
Przy okazji Orłów 2010.
W poniedziałek przyznano Polskie Nagrody Filmowe Orły 2010. Nie chcę komentować nagrodzonych filmów, tyle już o nich pisano, ale przy tej okazji pomyślałam o dwóch, które nagród nie zdobyły, nie miały też chyba żadnych nominacji, a na mnie zrobiły duże wrażenie, mogę powiedzieć, że mocno je przeżyłam. Wcale nie uważam, że na wyróżnienia zasługują, szczególnie, że w tym roku konkurencja była ostra, ale czasem zdarza się, że taki niekoniecznie doskonały film poruszy w nas jakąś czułą strunę. Tak właśnie było w tym wypadku. Które to filmy? "Zero" Pawła Borowskiego (o nim sporo i dobrze pisano po festiwalu w Gdyni) i "Wino truskawkowe" Dariusza Jabłońskiego (mniejszy rozgłos, ale znam wielu entuzjastów, czytałam też pochlebne recenzje).
poniedziałek, 01 marca 2010
"Autor widmo" Polańskiego - świetna rozrywka, ale ...
Zgodnie z moimi przewidywaniami po tygodniu od premiery najnowszy film Polańskiego zaczęto grać również w moim ulubionym kinie, a nie tylko w multipleksach. Mogłam więc bez dłuższego oczekiwania zaspokoić swoją ciekawość. Stwierdzam, że film jest rzeczywiście znakomicie zrobiony, dwie godziny mijają jak z bicza trzasnął. Akcja gna, meandrując po drodze, ile się da. Widzowie w napięciu śledzą zdarzenia (powiedzmy taki widz jak ja, który niejedno już w kinie przeżył, może czuć się lekko rozczarowany, gdyż spodziewa się scen dużo bardziej mrożących krew w żyłach), rozwiązanie zagadki może zaskoczyć, samo zakończenie lekko rozczarować. Znakomite zdjęcia Pawła Edelmana, piękne, nadmorskie krajobrazy potęgujące nastrój czającego się niebezpieczeństwa, no i Ewan McGregor. I cóż, jeśli o mnie chodzi, to tyle. Miła rozrywka, ale nic więcej. Porównywano ten film do "Dziecka Rosemary" i "Chinatown". Do tego pierwszego moim zdaniem nie dorasta, drugi za słabo pamiętam, aby się wypowiadać (chętnie go sobie przypomnę przy okazji; ciekawe, jak dziś bym go odebrała i oceniła?). Uwaga! Dalsze refleksje tylko dla tych, którzy film widzieli!
sobota, 27 lutego 2010
"Fajny sezon", czyli Skvorecky wagi nieco lżejszej.
Przeczytałam "Fajny sezon" Josefa Skvoreckiego (wydawnictwo Twój Styl 1999) po "Przypadkach inżyniera ludzkich dusz" i mój zachwyt dla czeskiego pisarza wcale się nie zmniejszył. Warto jednak, stopniując napięcie, poznać te powieści w odwrotnej kolejności. Po pierwsze w "Fajnym sezonie" poznamy lata gimnazjalne Dannego Smirzyckiego spędzone w Kostelcu, zaprzyjaźnimy się z jego kolegami, a zwłaszcza koleżankami. Po drugie "Przypadki ..." to książka ważniejsza, głębsza, poruszająca więcej problemów. Dla mnie przeczytanie "Fajnego sezonu" to ponowne spotkanie z powieściowymi przyjaciółmi i melancholijnym, górskim Kostelcem położonym u podnóża Czarnej Hory, która w obu powieściach odgrywa ważna rolę.
poniedziałek, 22 lutego 2010
Niech żyje Skvorecky!!!
Josef Skvorecky dostał niedawno nagrodę Angelusa, więc trochę się o nim mówiło i pisało, ale gwar już minął i pewnie znowu jego książki utoną w morzu innych, a szkoda. Przyznam, że sama odkryłam go parę miesięcy przed nagrodą dzięki "Przypadkom inżyniera ludzkich dusz" (wydawnictwo Pogranicze) i zostałam olśniona! Ta książka, w którą wgryzałam się początkowo wolno i z oporami, stała się jedną z moich ulubionych. Natychmiast rozpoczęłam poszukiwania innych, a napisał mnóstwo, ale nie jest to łatwe: wyszło u nas niewiele, a nakłady wyczerpane. Cóż, pozostaje allegro lub łut szczęścia, dzięki któremu mam na swoich półkach jeszcze dwie: "Fajny sezon" i "Dwa morderstwa w moim dwoistym życiu" (ta ostatnia czeka w kolejce do przeczytania).
niedziela, 21 lutego 2010
Fascynujący i okrutny "Głód" Steva McQueena
Wreszcie udało mi się zobaczyć "Głód", jego premiera w moim ulubionym kinie przekładana była kilka razy, ale trudno się dziwić, skoro wykonano tylko sześć kopii. Dlaczego? Bo ten film jest zdecydowanie nie dla wszystkich. To chyba najokrutniejszy, najbrutalniejszy obraz, jaki kiedykolwiek widziałam. Reżyser opowiada autentyczną historię protestu (najpierw tak zwanego kocowego i brudowego - skazani odmawiają chodzenia w więziennych ubraniach i mycia się, a potem głodowego), jaki prowadzili bojownicy IRA w irlandzkim więzieniu w latach osiemdziesiątych za rządów Margaret Thacher.
czwartek, 18 lutego 2010
Filmy irańskie - to naprawdę ciekawe!
Filmy to może trochę na wyrost napisane, chciałabym wspomnieć o trzech, które widziałam na przestrzeni kilku miesięcy: "Trzy kobiety w różnym wieku" Manijeh Hekmat, "Co wiesz o ELLy?" i "Perski Nowy Rok" Asqhara Farhadiego (ten ostatni w kanale filmowym Ale kino!).Wszystkie trzy warte polecenia i przede wszystkim zaskakujące. Czym? Mnie zdziwiły swoją europejskością, której jest tu zdecydowanie więcej niż spodziewanej egzotyki. Teheran pokazany w "Trzech kobietach" i "Perskim Nowym Roku" to miasto szerokich arterii, pełne ulicznego ruchu, sklepów, muzeów, uczelni, ciągłych rozmów przez telefon komórkowy, a kobiety noszą chusty i dżinsy, pracują, studiują i prowadzą samochody. "Nie, na film irański nie chce mi się iść." - usłyszałam od znajomego. Nic bardziej błędnego.
poniedziałek, 15 lutego 2010
Bałkańska historia, czyli "Rzemiosło zabijania" Norberta Gstreina.
Właśnie skończyłam czytać powieść austriackiego pisarza Norberta Gstreina wydaną przez wydawnictwo Czarne. Właściwie sięgnęłam po nią zwabiona tematyką i informacją, że to świetny kryminał. Tymczasem książka z kryminałem nie ma nic wspólnego! Teraz myślę, że może pamięć mnie zawodzi i recenzent wcale nie pisał o kryminale? Ale tak stoi w moich notatkach. Nieistotne. Jest to historia krótkiej znajomości dwóch austriackich dziennikarzy (narratora, którego nie poznajemy ani z imienia, ani z nazwiska, i Paula) pracujących w hamburskiej gazecie. Zbliża ich dociekanie, kim właściwie był Allmayer, reporter wojenny, który relacjonował konflikt na Bałkanach i zginął na granicy z Kosowem latem 1999 roku. Co jeszcze oferuje czytelnikowi powieść? Zawikłane historie damsko-męskie. Książka dobra, ale nie wybitna, pewnie nie zagrzeje na trwałe miejsca w mojej czytelniczej pamięci.
wtorek, 09 lutego 2010
Amos Oz o sobie.
Ostatnio przeczytałam autobiografię Amosa Oza "Opowieść o miłości i mroku". Oz stał się jednym z moich ulubionych autorów od lektury "Mojego Michaela", do której zachęciła mnie rozmowa w jakimś programie o książkach. Odtąd kupuję i czytam jego powieści wydawane u nas głównie przez Czytelnik i Rebis. Autobiografia to historia dzieciństwa i młodości pisarza, opowieści o rodzinie ze strony ojca i matki, o krewnych, przyjaciołach i sąsiadach. A także obraz życia codziennego w Palestynie za czasów mandatu brytyjskiego, a potem w powstałym w 1948 Izraelu. Obserwujemy też, początkowo dość zgodną, koegzystencję Arabów i Żydów, a potem narastanie i eskalację konfliktu. Jest tu i śmiech, i wzruszenie, i smutek, i tragedia, ale przeważa tonacja ciemna.
niedziela, 07 lutego 2010
Co w kinie? "Fish tank" !!!
Właściwie nie wybierałam się na ten film, kolejny film o dorastaniu, z małolatą w roli głównej. Nie przepadam za taką tematyką, ale zachęciły mnie liczne gwiazdki w gazetach i krótka notka w "Polityce". Poszłam i nie żałuję. Bezosobowe osiedle (podobno gdzieś na obrzeżach Londynu, ale Londynu, tego, który znamy, nie zobaczymy ani razu, bohaterowie poruszają się tylko po swoim terenie),raczej gorsze, ale w żadnym wypadku slamsy. W jednym z mieszkań matka, młoda, długowłosa, beztroska blondynka snująca się po domu najczęściej tylko w bieliźnie, wiecznie balująca, i dwie córki: Tyler, mniej więcej dziesięcioletnia?, i Maja, piętnastolatka z zaciętą twarzą. I facet matki, taki z przypadku, jeden z wielu przewijających się przez to mieszkanie, ale ten, jak sam mówi, pomieszka z nimi trochę.
1 ... 51